Wednesday, 26 July 2017

Long time no write

Trudno uwierzyć, że nie pisałam tu od ponad roku. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy miałam świetny pomysł na posta tudzież rewelacyjne przemyślenia, które na koniec schowałam do szuflady. Miałam w planie chociażby opisać to jak fajnie jest być bez pracy i jaka to ulga odejść ze znienawidzonej (niemal! Choć nienawiść to mocny termin, którego staram się unikać) firmy. To było w marcu, później nastąpił celabracyjny wyjazd do Meksyku i na koniec po dwóch tygodniach okupowania kanapy, praca znalazła mnie sama.

No właśnie, miało być tak pięknie, blisko, nienajgorzej płatnie i przede wszystkim w znanym biznesie kurierskim... Wyszła z tegoprzedmiotowa rola ograniczająca się do wklepywania w system prywantnych paczek, umieszczania ich w szafce a następnie wydawania korpoludkom, których hobby to przede wszystkim zakupy online. Na nic moje doświadczenie, pasja związana z nazewnictwme ulic, co najwyżej miałam szansę zabookować komuś kuriera. Do tego doszedł szef rodem z kreskówki Family Guy, rubasnzy grubasek z seksistowskim poczuciem humoru i co najgorsze, sinusoidą humorów, w zależności od pozionu stresu serwuje głupie żarty, nabija się z innych lub zdyszany lata po pokoju rzucając F*CKami co drugie słowo. 

Drugi współpracownik przypomina syna Pettera Griffina ze wspomnianej kreskówki, Chrisa. Też przy tuszy, wszystko przyjmuje bez pośpiechu, byle wolniej, byle się mniej zmęczyć, tudzież zrzucić obowiązki na mnie. Kolejny współpracownik to wiecznie sfrustowany, wiecznie na telefonie z Fedexem (firma kurierska), powtarzjąc w nieskończoność, że tym razem to już na pewno pzrestanie korzystać z ich usług międzynarodowych. Powtarza też, że ludzka głupota go dobija, że kurierzy go dobijają, że de facto to jest takim sfrustowanym perpetuum mobile. Ostatni członek tej dysfunkcyjnej rodziny to tzw. dyfuzor, elokwentny, oczytany i w tym całym szaleństwie, jedyny relatywnie spokojny element w tej sfrustowanej mozaice charakterów.

                              

Trzy tygodnie temu powiedziałam DOŚĆ tej sytuacji, wolę dobrowolnie zrezygnować ze stanowiska i szukać lepszego zajęcia. Uff! Zostało mi dwa dni, od poniedziałku jestem wolnym człowiekiem, szukającym wymarzonej pracy. No właśnie, ale jakiej? Nie wiem co chcę robić, ale wiem co potrafię, i (to zabrzmi najwinie) że chciałabym pracować z nazwami ulic i kodami pocztowymi, po części kierując się zapoczątkowana fascynacją tym tematem w trakcie studiów (ach ta słynna praca magisterska nt. semantycznej motywacji nazw praskich ulic...).

Także, pozdrowienia z kanapy i rychłego przeczytania.


1 comment: