Saturday, 25 April 2015

Sycylia. Jak zdjęcia wskazują wyjazd był zróżnicowany i z pewnością postmodernistyczny

 
 

 
 

Smęt na kwiecień: monotonny babilon

Moja frekwencja postowania spada na łeb na szyję, a jak już coś powstaje, to wychodzą z tego smęty o powrocie do Pragi lub o tym jaki ten Londyn jest do baniasty albo wrzucam stare zdjęcia wygrzebane z dysku twardego. Chociaż nie, ostatnio byłam na Sycylii, więc najbliższa seria zdjęć będzie całkiem recent (bo Ponglish moją zmorą jest).

Do Pragi swoją drogą wybieram się w maju na tzw. rekonesans, wybadanie gruntu pod ewentualną przeprowadzkę. O przenosinach myślę po lipcu, po przerobieniu okrągłego roku w biurze a tym samym zdobędę solidną pozycję w CV na future job w Pradze. 
 
Ostatnio wyluzowałam z czasem wolnym, już nie staram się wykorzystać czas po pracy w sposób najbardziej użyteczny, bo i tak jakikolwiek wysiłek intelektualny wychodzi miernie po 9 godzinnym zblazowaniu przed komputerem. Tak więc po pracy jest relaks. Pomęczenie kota, filmu, książki - niepotrzebne skreślić. W weekend też jest relaks - wspieram lokalną ekonomię na lokalnym, niezgentryfikowanym (jeszcze, bo w Londynie to modny temat, patrz Brixton, Hackney i pewnie inne) markecie lub w lokalnej, niesieciowej cafe (celowo nie napisałam kawiarni, bo jednak inglisz kafej to nie do końca to). Monotonnie żyje się.