Wednesday, 31 July 2013

film roll found on the street

I have a habit of picking up stuff from the street. This film I probably found in my former neighbourhood. Probably. Guess it was family trip to cliffs.

 Looks that I scanned this one upside-down...

Monday, 22 July 2013

łikendy są zajebiste


Wniosek na dziś - how come so many messenger chicks have blogs?

Nie wiem na ile się do tej kategorii zaliczam i czy właściwie chciałabym znaleźć się w tym gronie. Nie, nie chciałabym, jednak nie da się zaprzeczyć, że kurierka pojawia się tu i ówdzie na stronach tego bloga, więc ktoś mógłby mnie zaliczyć do grupy 12-15 messendżerek w Londynie, z którego połowa prowadzi/-ła blogi. Co ciekawe, nie zanotowałam blogowej aktywności wśród kurierów płci męskiej.

Z rewelacji niedzielnych, to zakupiłam Ryśce (kot, kot, kot) transporter, 2 kilo karmy obfitującej w 60% kurczaka i żel na robaki. To był zdecydowany highlight weekendu. W sobotę z kolei pracowałam i spróbowałam tzw. slackline, czyli liny rozpiętej między dwoma drzewami, po której starasz się przejść utrzymując maksimum równowagi. Moja równowaga jest dość mierna, patrz rower i próby wygibasów i innych trików na nim.

Sorry, nie mogłam nie wcisnąć powyższego sarkazmu weekendowego, moja egzystencja londyńska sprowadza się do czekania na weekend a jak ten nadejdzie, to nie robię nic, nie jeżdżę nigdzie i z przymusu przyzwoitości przejdę się do parku, żeby nie było, że całe dwa wolne dni najchętniej bym spędziła w domu.
Jutro poniedziałek, dżizas.

P.S. Londyńskie śmietniki nadal są przebogate w znaleziska. Tu skip na Soho i kilosy bakalii oraz rodzina koników morskich z nadzieją na adopcję gdzieś na głębokiej północy N15 


Wednesday, 17 July 2013

Kurierka i krótka Soho story



Chciałam napisać o wkurzeniu dnia codziennego, o korkach, wiecznych pracach drogowych w centrum, potyczkach słownych z taksiarzami, nieuwadze przechodniów, zasranej (dosłownie!) okolicy Buckingham Palace, i o tym, jak niewdzięczna potrafi być kurierka. 

Nie, nie jestem osobą ZEN i najzwyczajniej w świecie irytują mnie wszytskie przeszkody na drodze. 

Ale ciśnienie powoli zeszło i przygotowuję się na kolejny dzień wrażeń (sarkazm). Większość kurierów wymienia zalety tego zawodu typu poczucie wolności czy dobra kondycja, a dla mnie zdecydowanym plusem jest Wielka Niewiadoma, ponieważ nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, gdzie mnie akurat wyślą, czy będzie to jeden ze stałych klientów i paczka w1 >w1 za 2 funy czy może N16 do W2, i do przewiezienia (URGENT!) deska do krojenia, portofolio, mikro USB za 15 funów i czasem więcej. A jak wypadnę z listy, bo dispeczer najzwyczajniej w świecie "zapomniał", że jestem w grafiku, to zmienia to bieg wydarzeń i mój „los” i przydział zleceń dostaje ktoś inny a ja zmieniam kierunek, by kilka razy zrobić kurs Soho> Chanel 4 (stacja TV) i robi się nawet bardziej niewiadomo i nieoczekiwanie. Jak masz farta, możesz trafić ultra ekspresowe zlecenie, na które i tak musisz czekasz i mija pół, potem godzina, dochodzi do półtora (gdzie te ekrpresowość???) a ty  niczym taksówkarz naliczasz taryfę w ramach waiting time, a tym samym twoje zlecenie potraja swoją wartość. Sweet.

Większość klientów skupiona jest na Soho, gdzie niejednokrotnie spotykasz celebrytów, śledzisz najnowsze trendy w modzie, masz świetną bazę coffee shopów i jak przesiadujesz tam 9 godzin, nasiąkasz tym rytmem, masz wgląd w intymne życie jednej z najsławniejszych i najbardziej wpływowych dzielnic na świecie.

Lubię Soho o poranku, przed ósmą rano jak z roztargnieniem budzi się do życia. Sprzedawcy na Berwick St rozstawiają swój market, hipsterzy z firm medialnych okupują costy i starbucksy w poszukiwaniu kofeiny, przed sklepem Supreme ustawia się kolejka przekozaczonych nastolatków, bo Supreme właśnie wypuścił ultra rarytas w nakładzie 100 sztuk. W porze lunchu robi się tłoczno, wylegają na ulicę garniaki i pracownicy biur, każdy chwyta tejkałeja, jeszcze więcej kawy i zalegając na Broadwick St czy Golden Sq pochłaniają lunch z preta czy, zdrowiej, itsu. Po południu robi się wolniej, zaczynają się parady turystów i zakupowiczów z największą koncentracją w okolicach Carnaby i Oxford St.

Tyle opisu przyrody. Powyższe zdjęcia to gazownia, bynajmniej nie z Soho, ale na tyłach mojego domu.

Tuesday, 16 July 2013

pigeonhole photos. indonesia tbc

 jakarta under water. jan' 2013




 goats finding their way to survive in urban jungle


 i wish i was joking, but actually that was common view every time i would try to get to central jakarta


 rikshaw riders, jogja (jogjalarta) i believe

 rural life in lembongan (bali)


taking bets on cocks who are about to fight, lembongan

Wednesday, 3 July 2013