Tuesday, 12 February 2013

malajskie kartofle

Tak jakbym siedziala w worku wypelnionym starymi, zhipisialymi kartoflami w barwach teczy i z dlugimi wlochami, sorry, korzonkami czy jakkolwiek zwal zieminaczane wyrostki. Traveller Lodge 75 (jak sama nazwa zreszta podpowiada) to hostel, ktory przyciaga nietylko wiekiem, ale przede wszystkim cena (12 Ring Diggit czyli 2,40 funta czyli 12 ZLa). W hostelu 12 lozek (dostalam lozko E jak Emilia, o prosze), srednia wieku okolo 60, czyli stanowzo zanizam srednia.
Jestem w Georgetown, w wyspiarskiej czesci Malezji, jaka jest niewatpliwie niewielka wyspa Penang. Georgetown jest calkiem urocze, oprocz wiszacych na ulicach lampionow z okazji chinskiego nowego roku (Selamat Tahun Baru Cina) mozesz zanurzyc sie w sam srodek indyjskiego targowiska. Tak jak caly polwysep malajski, Georgetown jest koegzystecjalne, dwie najwieksze nacje azjatyckie, Chinczycy i Hindusi przeplataja swoje ulice, tworzac barwna, symbiotyczna harmonie. Mam wrazenie jakbym byla w prowincji, no pwiedzmy Yunnan, a za zakretem mijam niewidzialny checkpoint i znajduej siew Bombaju. Moze dlatego miasto przyciage tylu backpackersow, i hipisow, nie zapomnijmy o seniorach. 
A swoja droga jakos ciezko mi sobie wyobrazic, aby np moja mama, ktora jeszcze nie dostapila magicznego tronu 60's, buszowala gdzies w Poludniowej Azji z plecakiem na plecach i chociazby dzielila X-osobowy pokoj z banda rozwszczeczonych Australijczykow. Chociazby.