Friday, 26 October 2012

London ist zu gross

Jak brzmi Włoszka, której słaby angielski miesza się z równie słabym niemieckim? Jak powyżej. Jak smakuje mango prosto z drzewa? Soczyście, słodko, na tyle zajebiście, że po powrocie powinnam zbanować tę wstrętną podróbkę, którą można znaleźć na europejskich regałach. Ile powinno kosztować danie składające się z pikantnej pasty z tempeh, smażonego tofu, ryżu i świeżo zblendowanego soku z guavy? Tyle, co w Samarang, czyli 11.000 Rp czyli 80 pensów czyli jakieś 4 zł. Jeść, nie umierać. I do tego czili, horrendalne ilości czili.
Zabrzmi jak absurd, ale dopiero dociera do mnie, że mam na wyciągnięcie ręki (no powiedzmy)przyrodę o której czytałam w książkach, uczyłam się na lekcjach biologii, widziałam w zoo czy w zakurzonym muzeum przyrodniczym. Orangutany na Sumatrze, dżungla na Borneo, warany z Komodo, widowiskowy teatr wayang i śmierdzący zgniłym mięsem owoc durian. Krótko mówiąc zaczynam jarać się pobytem tutaj, przeżywam wręcz nienormalny wzrost zainteresowania Indonezją, językiem autochtonów (np. Buka, nasza zła muminkowa Buka oznacza tu 'otwarte' a Hati-Hati znaczy 'Pozor!'/'Careful!' czyli po prostu 'Uwaga!' ) i oczywiście żarciem. A propo, tempeh pochodzi z Indonezji. Tempeh jest w pytę a lokalsi wymiatają z tempeh wariacjami na patelni.
 

Smażona cassava, czyli frytki w wersji bardziej chrupkiej, mniej tłustej, do tego chili i słońce zaczyna się kręcić wokół ziemi


Chrupiące płaskie płaty tempeh. Miażdżą.


Hati - Hatifnati

Sunday, 21 October 2012

do you speak cockney?

18 godzin lotu i 16 godzin snu. Bynajmniej nie w samolocie (notoryczna 'travel insomnia'), ale w stosunkowo obskurnym hostelu, jeśli można go tak określić. Jeśli widziałeś/aś film 'Plaża' z Leonardo DiCaprio, wiesz o czym mówię. Hostel wygląda dokładnie tak samo, no, może nie odnotowałam kopulującej parki za ścianą.
Jestem w Dżakarcie, jest duszno, pot ścieka z potu i jest to jedno z tych miast, gdzie granica między chodnikiem a ulicą jest mocno, jeśli nie w ogóle, zatarta. Motocykle rozpychają się wszędzie i dochodzę do wniosku, że potrącenie to kwestia czasu. 
Lokalsi są mocno sympatyczni, nienachalni w swoim zagadywaniu na ulicy i w ten oto sposób  poznałam dziś gościa, który od razu się spytał "Do you speak cockney?
No, I don't, but I live in South London. 
Poznałam też lokalnych punków, wypiłam kilka ES'ów czyli świeżo wyciskanych soków z owoców, mimo kategorycznej dezaprobaty autorów przewodnika Lonely Planet: Indonesia. Do soków dodaje się wodę i/lub lód, i stąd ryzyko załapania jednej z licznych tutaj nieprzyjaznych Europejczykom bakterii, ale prawdziwa, tropikalna biegunka to tylko kwestia czasu, więc lepiej wcześniej, niż później, nie?
Tyle na dziś. OPa. 

Friday, 12 October 2012

HOUSECAT!

Housecat!
Inspired by AltbauRadKriterium ( http://vimeo.com/29203976), a race carried out in private appartments/buildings, I decided to organise a similar event at my place. It’s a massive old people’s house based in South London.

Every contestant has 4 minutes to complete the race and do as many laps as possible.
Prize(s) for the winner!

WHERE? SW9 6RX, Patmos Lodge, entrance from Foxley Sq
WHEN? Sat, 13.10.2012
WHAT TIME? RACE - 4pm, TRAINING - 3pm
£3 to enter.

P.S. Christoph Krammer, who made ‘4TH GRAZIAN OLD BUILDING CYCLE CRITERION’, we could see on BBF last Saturday, is going to film this high-adrenaline event!
Huzzah!