Saturday, 18 February 2012

Skłoticzkowy zwierzyniec

czyli zwierzaki na skłocie, gdzie mieszkam. Gościnnie również stary, ale jakże młody duchem Loki.











Sunday, 12 February 2012

comic strip: the humerus fracture

Good friend of mine, Kacper who also witnessed my infamous (and silly) bike accident, drew few comic strips illustrating the flyover. Well, enjoy!



Thank you Kacper soo much!

Saturday, 11 February 2012

Fracture w humerusie, czyli jak zostałam kaleką

Mój kot to kalekot, bo z królowej podwórka Rysia stała się lokalnym kaleką, kotem indoorowym, który rzadko kiedy wyściubia nos na zewnątrz. W myśl pryncypia 'z kim się zadajesz...', również stałam się kaleką, chociaż w moim przypadku przemiana miała charakter mocno outdoorowy.
Żeby się nie rozdrabniać od razu napiszę, że mam pękniętą kość ramienną.
Jeszcze rozumiem potrącenie, zajechanie drogi przez taksówkę czy nawet stłuczka z przechodniem, ale żeby tak na prostej drodze przelecieć przez kierownicę a potem jeszcze pozwolić, aby (opierając się na relacji świadków bynajmniej) rower przeleciał nade mną. W dodatku wypadek miał miejsce poza godzinami 'messengerowania', i to w trakcie 'ferii zimowych'.
Pozbierałam się jakoś, znajomy zorganizował prowizoryczny temblak z szalika na lewe ramię i zaczęłam pomału szurać w kierunku najbliższego szpitala.
Na miejscu poczułam ból, zaaplikowano mi podwójną kodeinę, zrobiono rentgen, ramię co najmniej dwukrotnie zwiększyło swoją objętość, upodabniając się do ramienia Pudziana, i dowiedziałam się, że mam fracture w humerusie czyli owo pęknięcie na samej górze kości ramiennej. Lewej kości ramiennej, gdyby były wątpliwości, dlatego też jestem w stanie stanie stukać po klawiaturze palcem wskazującym i środkowym prawej ręki.
Spanie z temblakiem nie równa się 'fun', przekręcanie się z prawego boku na plecy to jeszcze mniejszy ubaw, a już w ogóle odpada samodzielne ubranie koszulki czy zapięcie rozporka.
Wyrabiam w sobie filozofię ruchu, bo o ile położenie się z pozycji siedzącej jest izzy, to kombinacja w drugą stronę wymaga równania: lekkie przesunięcie w prawo + lekki obrót ramienia o 15 stopni + zmiana ułożenia dłoni + powoli do góry + stopniowe podnoszenia zdrowego ramienia w celu uzyskania przeciwwagi itd.
Droga z pokoju do livingu przypomina kadry z filmu 'Świt żywych trupów' - bezwiednie sunę przed siebie, kapeć za kapciem, szur szur, wlokąc za sobą smutny, spuszczony kikut lewej ręki.
Taj jak doktor przepowiedział, ramię będzie mienić się wszystkimi kolorami tęczy, zaczęło od fioleto-żółci, która rozrasta się w kierunku grawitacji.
Cóż mogę powiedzieć, karma is gonna get you, a za tydzień i tak uderzam do Maroka.



Oto prawdziwy fracture w humerusie połączony z obrzękiem i rozwijającym się siniaczeniem.

Friday, 3 February 2012

pics from portugal

i finally developed film from portugal. few photo samples below.























Thursday, 2 February 2012

drugi. zero drugi. zero dwunasty.

i do tego dwa miesiące wolnego. i dwa dobrze zapowiadające się wyjazdy. i minus dwa stopnie za oknem. a przed wyjazdem jeszcze ponad dwa tygodnie zalegania w domu: sklejam zina, czytam, uczę się, zalegam w livingu, skipuję, upijam się kawą i/lub herbatą i bawię się z kotem (wszystko piszę w czasie teraźniejszym, ponieważ wtedy rośnie szansa, że faktycznie wszystko potoczy się wg pozytywnego scenariusza, a nie osiądzie na mieliźnie).
dziś robiąc kawę zauważyłam twarz z brodą na pianie, widać? ja widzę starego dziada z brodą a la święty mikołaj...


sam wyjazd też zapowiada się jak świetne kombo 1+1 = 2, z dwudniowymi przystankami po drodze. całe równanie to: maroko - londyn - barcelona - japonia - mediolan. po prostu cieszę się :)-(: