Tuesday, 26 July 2011

Live out of a suitcase. Czytaj: 9 miesięcy i 6 przeprowadzek

SW9*. Camberwell Green/Oval

Statystycznie biorąc w ciągu ostatnich 9 m-cy przeprowadzałam się co 6 tygodni. Zaczynając od wysuniętego na Zachód W13, następnie pomieszkując między E1 a E10, zaliczając w trakcie 10 dniowy epizod na Północy, aż w końcu przycumowałam na Południe, na zaskłotowany dom starości, w którym mieszka 40 osób.

Przedział wiekowy wynosi 47 lat, poczynając od dwuletniego Słowaka, skończywszy na czterdziestodziewięcioletniej komiczce rodem z Teksasu. W całym budynku jest około 60 apartamentów, każdy z nich składa się z dwóch pokoi z kuchnią i łazienką. Do wyboru widok na drzewa, ogród, szkołę lub okoliczny skwer.

Znajomy Irlandczyk tak kiedyś określił swoje kilkuletnie zmagania ze znalezieniem miejsca do mieszkania ‘you must kiss a lot of frogs before you find a prince’. Wygląda na to, że obcałowałam już tyle żab, że w końcu znalazłam swojego squatksięcia. Oby.

*) dla niewtajemniczonych – wszystkie te E10, SW czy WC1 to nic innego jak kody pocztowe używane w Londynie.

Ułamki z nowego miejsca: ściana A wraz z zeskipowaną lampą, ściana B widok z okna i zdjęcie byłych mieszkańców.

P.S. Gnome Pixie, rok produkcji 1951, Wielka Brytania. Prezent od jednego z współlokatorów. Nie mogę się doczekać pierwszej kliszy (!!!).

Friday, 22 July 2011

Friday, 8 July 2011

x-processing and last lomo frame

first cross-processed photo i ever photoshoped. fake as hell, but i still find it interesting.



and last frame of first film roll in smena8. half-ready, half-curtained? i like intensive colors though.




lo-fi brighton

apparently my lomo smena8 (also known as cosmic35in 'western' countries) plays tricks while taking photos, but some of the pictures i managed to retrieve. there you go.

same photograph scanned two times, interrupted by pic my leg marked by seagull's droppings...







the 'burning' visible in left corner is my camera's fault, gonna (hopefully?) fix it, however i still enjoy my first film roll taken in smena.








Tuesday, 5 July 2011

il bel far niente

nieróbstwo też jest sztuką. i tak moje nicnierobienie zaczyna się o zazwyczaj między 9 a 10 rano. rozciągam się, robię 25 pompek i włączam komputer. zaraz, komputer włączam pierwszy, aby co najszybciej włączyć program hhd regenator, dzięki któremu kiedyś (za miesiąc może?) odzyskam dane z przenośnego dysku. następnie zjadam płatki z mlekiem sojowym alpro, które 'przegryzam' kapsułką b12 a tę popijam kawą mrożoną z 3 kostkami lodu. i z alpro.
od razu zaczynam moją prasówkę, czyli przeglądanie ofert pracy. mój target to oczywiście tester gier, ale przeglądam wszystko co popadnie i wymaga pracy z językiem, a więc gumtree, gamesindustry.biz, toplanguagejobs.com i multilangualvacancies.com.
w trakcie e-maile, blog, książka i po około 3 godzinach druga ice coffee. sprawdzam geocaching, uważnie czytam instrukcje do minolty super 505i, którą nigdy wcześniej nie fotografowałam i powoli zbieram się do wyjścia z jaskini.
do torby wkładam lubitela 166b (zostały jeszcze 3 klatki do wypstrykania), czapkę, coś w razie deszczu, podkolanówki (też w razie deszczu), książkę, do tylnej kieszeni spodni podkowę na rower i w końcu około 4 wyjeżdżam na swoim single speedzie.
czasem coś załatwiam, czasem bawię się w geocaching, czasem jeżdżę fotografować zombiarnię na canary wharf, czasem na burrito, a najczęściej spotykam się ze znajomymi.
wracam wieczorem, witam się z martinem, i albo idę biegać albo włączam film albo zamulamy na jutub po raz setny przerabiając przeróbkę borewicza.
przed pójściem do łóżka czytam około 20 stron książki i po 1 zalegam na antresoli w pozycji embrionalnej tuląc do siebie miśka.
voila, opowiadanie z cyklu 'mój dzień'.


*) il bel far niente, czyli sztuka nicnierobienia