Monday, 25 October 2010

abolish restaurants?

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce biuletyn(wydany nie wiadomo gdzie i nie wiadomo przez kogo)o takim właśnie intrygującym tytule (ang. 'obalić restauracje'). Czytając treść biuletynu nie mogłam się nadziwić stekom bzdur, które się w nim pojawiły. Lekturę tę określiłabym jako stricte nierealistyczną i nad wyrost przesadzoną anarchistycznie.
Do czasu.
Bo osadzona w nowej roli, tzn. skrobiąc marchewkę i siekając imbir, w myślach skaczę po białych kartkach biuletynu i co rusz przypominają mi się poszczególne akapity. I zaczyna docierać do mnie jak wiele z przeczytanej lektury okazuje się być prawdą. Bo niby fajnie trafiłam: jedna z najlepszych restauracji wegańskich w mieście X, sympatyczni ludzie, menadżerka dająca każdemu szanse, w skrócie jedna z fajniejszych opcji pracy dla wegana/ki.
Mimo to w środku czuję się zdegradowana. Pewnie to moje ambicje dobijają się całą siłą do rozsądku. I muszę przyznać, że wygrały. Żadna ze mnie zapalona kucharka nie jest(kto mnie zna, ten wie), ideę weganizmu można promować na 100 innych sposobów, a i ambicje jestem w stanie zaspokoić będąc w tym miejscu.
Tak więc odchodzę i jestem w punkcie 0.

Przypomina mi się zeszła jesień. Bardzo ciężka zresztą, długa, zimna i mroczna.
Oprócz życiowych miraży i spadków temperatury musiałam zatroszczyć się o egzystencjalną stronę pobytu w Pradze. Szukałam pracy, j-a-k-i-e-j-k-o-l-w-i-e-k pracy i w końcu Pan Tłumaczenie okazał się mym głównym źródłem dochodów i gwarantem dalszego pobytu w Pradze.

Właśnie. Idzie zima. Czas Sigur Ros i herbaty. Dużo gorącej (najlepiej zielonej!) herbaty.

Sunday, 24 October 2010

Where Is Emi?

Jestem w nowym miejscu. Nowym, ale właściwie dobrze znanym. Na razie nie zdradzę gdzie, chyba że kogoś naprowadzą poniższe zdjęcia, które zrobiłam w wakacje 2006 r.

To miejsce, gdzie dominuje monotematyczna architektura.



To miejsce, w którym jest kilka gigantycznych parków.



To miejsce, gdzie krzesła są przyczepione do domów, zamiast zwyczajnie stać w środku nich.



To miejsce, w którym chuligani rzucają wózkami.



To miejsce, w którym jest kilka dzielnic żydowskich.



To miejsce, w którym możesz natrafić na zabawne witryny sklepowe.




+++ for those of you who don't know where I have moved recently, little jigsaw: try to guess where am I know only from photos above +++ p.s. there may be reward waiting for you! +++

Sunday, 10 October 2010

'vi:et'na:m

W Wietnamie jak do tej pory nie byłam, choć kraj ten znajduje się na mojej top liście wanna-visit countries. Za to będąc na targowisku w praskich Malešicach poznałam te oto przemiłe Wietnamki i przy okazji nabyłam świeże kostki tofu za 12 Kč sztuka (sic!). Panie były przesympatyczne a ich kramik był wręcz przewietnamski, stanowił niemal idealną kopię supermarketu z Sajgonu łącznie z dziwnymi okazami zielonych warzyw, chipsami krewetkowymi i pełzającymi błotniasto-burymi krabami (co akurat mniej mi się podobało).







Friday, 8 October 2010

lomo

smena 8m /lomo/ and expired roll of kodak film iso 200 /1,5 yrs past its expiration date/.

smena 8m /lomo/ i film kodak 200 przeterminowany 1,5 roku.





Wednesday, 6 October 2010

B&W

black and white - italy











Monday, 4 October 2010

The photograph I found at flea market in Brussels

As in title.
An old photograph I found on the pavement.
Lost and forgotten.
I like it.

Sunday, 3 October 2010

Outstanding photographs from Serbia and few thoughts

Przed kilkoma dniami wróciłam z krótkiego autostopu i przyznam, że czuję pustkę. Mimo różnic kulturowych i mentalnych między Holandią, Belgią czy Francją, zlewają mi się one w tę samą kosmopolityczną papkę, ten sam rodzaj społeczeństwa karmiony mediami i zarazem jednolity niemal wytwór kultury zachodniej. Jasne, że fajnie było buszować między niekończącymi się regałami brukselskich komix shopów, jeździć czarną kozą w Amsterdamie czy zajadać się libańskim falafelem w Berlinie, jednak mam nieodparte wrażenie, że każdorazowy, nawet kilkudniowy wypad na wschód czy Bałkany daje mi więcej inspiracji i przemyśleń, aniżeli kilka tygodni spędzonych w jednym z bogatych krajów EU.



Stwierdziłam, że będę je zamieszczać partiami. Spóźnione zdjęcia z wakacji. Na pierwszy rzut Serbia/Србија.



























P.S. Powyższe fotografie nie muszą się nikomu podobać, wystarczy że są moje i to nadaje im znaczenie.