Saturday, 31 July 2010

Краљево

Po dwoch dniach w Belgradzie wyladowalam w Kraljevie, u Vojkana i Nikoli, znajomych poznanych rok temu przez CouchSurfing. Ale jeszcze kilka slow o Belgradzie, o tamtejszej architekturze i kawie.

Sama kawa moze nie zasluguje na miano typowo belgradzkiego przysmaku, ale kawa w Serbii, tzw. kawa po turecku... Mmmm... Moze nie tak aromatyczna jak ta z kardamonem, ale dla mnie wystarczajaco pociagajaca by co najmniej dwa raz dziennie delektowac sie jej smakiem. Kawa i Balkany. Ewidetnie dobre polaczenie.

Nie potrzebuje zbyt wiele, wystarczyly szare belgradzkie kamienice, niektore czesciowo zniszczone po bombardowaniu w 1999 roku, i tutejsza odmiana secesji. Tez w szarej, zakurzonej osnowie, ale takie miasta chyba bardziej do mnie przemawiaja niz np. odrestaurowany Wieden.

Opuszczajac Belgrad zobaczylam konie pasace sie na lace przy autortradzie. Konie nalezace do stacjonujacych nieopodal Romow. Pierwsza mysl: Anarchisci jakich malo. Musze to napisac: LOL.

Jutro Sarajewo (chyba, ju never nol).

Wednesday, 28 July 2010

Београд

Jestem tu. W Belgradzie. Siedze u znajomych, Sandry i Iwana i przysluchuje sie serbo-chorwaszczyznie z telewizora a na dywanie rozleniwia sie psiak Coka.

Znalazlam sie tu niespodziewanie szybko, omijajac Budapeszt na rzecz szarosci tego 'smutnego miasta' jak ktos powiedzial o Belgradzie. Moze i jest szare, zaniedbane i miejscami przytlaczajace, ale to jest wlasnie ten smaczek, ktory mnie pociaga w starych, slowianskich miastach. Budynki niczym zywe obrazy historii przypominaja o socjalistycznej przeszlosci, ludzkie twarze nosza chcraktrystyczne, balkanskie cechy a szare, zakurzone kamienice ledwie i leniwie odslaniaja swoje uroki.

To fajne uczucie wrocic gdzies, gdzie byles/as przed rokiem. Porownac, odkryc, zarejestrowac w pamiecie i na kliszy. A juz w ogole przyjechac do znajomych, ktorzy zgarneli Cie z drogi w Montenegro i znajomych, ktprzych spotkales/as przez CouchSurfing.

Jestem w trasie. Maly chochlik siedzacy mi na ramieniu epatuje wewnetrznym spokojem. Cholernie sie ciesze. Pa.

P.S. Bespordni stop z Pragi do Budapesztu z Syryjczykiem = dooobry stop.

Tuesday, 27 July 2010

post szybki jak strzala

Bedzie szybko i tresciwie:
Po owocnym zdaniu egzaminu na lektorke jezyka polskiego jako obcego (a jednak... bede szerzyc swoj polsko-czeski dialekt!) oraz zlapaniu przedziwnej wysypki po kapieli w Zalewie Zywieckim (woda popowodziowa robi swoje: swedzaco-drapiaca wysypka juz co najmniej tydzien utrzymuje sie na powierzchni skory) jestem w Pradze.
Po drodze dotarlam na fluff fest w Rokycanech, ktory potraktowalam dosc relaksacyjnie, spotkaniowo-pogawedkowo i deszczowo (co akurat wynikalo z niesprzyjajacej aury pogodowej).

Szalony dzien w Pradze, na chwile obecna totalny mess przedwyjazdowy, chyba powinnam sie poddac z planowaniem wszelkich tripow, bo i tak popadam w chaos i pakuje sie o 2 w nocy przed porannym wyjazdem. Najwazniejsze, ze mialam mozliwosc porozmawiac z bliska mi osoba. Dziekuje.

Jutro (no, dzis dla scislosci) kierunek Budapeszt czyli HitchhikeTheEdge w praktyce a nie w teorii *__*

P.S. Rownowazniki zdan. Uwielbiam je.

Wednesday, 14 July 2010

IFS free youth!

Opuściłam na zawsze mury IFS-u z całkiem niezłym wynikiem: Hi5!
Poniżej pasowanie na uczennicę, pierwsza klasa SP i głowa pełna gdybania jak to będzie - tyle lat nauki przede mną??
Wraz z zerówką wyszło 20 lat edukacji, z czego może 1/3 nabytych informacji w jakiś sposób była/jest przydatna, po drodze spotkałam tylko kilku dobrych mentorów i natrafiłam na kilka zjawisk, które w jakiś sposób wpłynęły na mój rozwój. Trochę smutne podsumowanie po tylu latach, ale prawdą jest, że system szkolnictwa w Polsce wmusza setki niepotrzebnych zapychaczy.

Jestem free. Freewolna. Czeka mnie jeszcze egzamin na lektora j.polskiego (śmiech na sali, co?) a potem popłynę dalej. Jutro ruszam do Bielska-Białej.!.



Today I finally graduated from university (to be exact: Institute of Slavic Studies at Wrocław Uni - highly not recommended). I'm finally free person, what's more I'm free from Polish education system that took away nearly 20 yrs from my life. Obviously I studied some interesting stuff, came across wise mentors but still 2/3 of whole material you study hard is unnecessary in real life. I do prefer to experience, to observe and to doubt rather than follow foolish textbooks without second thought.

Tuesday, 13 July 2010

Spieniacz-Wpieniacz-Konkret 2010

Całkowicie niespodziewanie i spontanicznie (takie wypady są najlepsze) pojechałam do Łowinii. W czterech słowach: frajda, radocha, setki wspomnień i wytchnienie. Tu sięgają moje początki. W znaczeniu dosłownym. Zdjęcia wkrótce.







Jutro mam obronę. W sumie obrona pracy przeistoczyła się w egzamin z ... nie wiadomo z czego ("proszę przeczytać sobie Zarys językoznawstwa ogólnego autorstwa Lachura i przypomnieć gramatykę opisową..." pełen konkret, masz rację Alicja - Z. na prezydenta!). Stresotwórczy konkret oswajam kawą soy latte (spieniacz/ mikserek* do mleka [*niepotrzebne skreślić] to rewelacyjny wynalazek!) i mam wieczorną randkę z Lachurem.

W między czasie dumałam nad tym na ile i w jaki sposób najbliższe otoczenie oraz rodzina warunkują nasze 'ja', postrzeganie świata i poglądy. Chyba wyzbyłam się ostatnich pierwiastków polskości, nawet mówię z miękkim sz, cz i akcentem na pierwszą sylabę. I ponoć przeciągam (pražské protahováááááání??? A jednak).

Wróciłam do Kleczkowa i oto jakie zdjęcie wygrzebałam w starym kartonie ze zdjęciami. Z podpisem "Krzeczków - wakacje 1977. Akcja Roku 1977". To musiały być wyjątkowo przaśne wakacje.

Wednesday, 7 July 2010

aj lov paneláky

Kilka dni przed wyjazdem z Pragi pojechałam na jedno z praskich panelišt'. Nie byle jakie zresztą, bo chodziło o teren Stodůlky-Lužiny-Luka. Naprawdę nie mam pojęcia co widzę w tych blokowiskach. Może chodzi o tę mozaikowatość zbiegających się okien i ogrom postury budynku? Może o to jak jednostka ludzka niknie w dziesiątkach małych okienek, które po dłuższym wpatrywaniu się w nie powoduję zawrót głowy i oczopląs? Tak czy owak, jak na blokowisko było w nim sporo zieleni. I innych drobnostek, które mniej lub bardziej przykuły moją uwagę.

Czasem nie wiem czemu fotografuję akurat TEN obiekt. Czemu z natłoku barw, kształtów, tekstur wybieram jakiś fragment a następnie pastwię się nad nim ustawiając czas i przesłonę.





Bynajmniej nie była to przypadkowa fotografia.



A zaraz potem urzekły mnie barwy tego guliku (śląski slang).





Kolor bladzioch. Też może być interesujący.







P.S. Znalezione na przystanku na Dworcowej we Wrocławiu.

Friday, 2 July 2010

just 12 days left and I'm back in Prague

Niewątpliwie zaczynają się dla mnie życiowe wakacje(w sumie już się zaczęły, bo od jakiegoś czasu przecież nieustale się bimbam na balustradzie życia). Ale bimbanie i lekkoduszenie się też może być inspirujące i rozwojowe. Tak długo jak nie masz poczucia, że tracisz czas, tak długo czerpiesz energię z chwilowej pauzy. Ostatnie tygodnie miałam dość wyCZERPujące pod tym względem, wzięłam głęboki oddech na przemyślenia, na naukę życiowych porzekadeł, na spędzanie czasu ze znajomymi i na emocjonalne inwestycje w te znajomości.

Wróciłam do Wrocławia przywożąc z sobą fragment Pragi w postaci dwóch specjalnych gości - Věry i jej syna Honzíka. To je teda sranda. W związku z byciem tutaj nachodzą mnie różne myśli, w sumie przeskakują jedna po drugiej i tylko gdzieś w tle mojej jaźni pojawia się głos, abym je gdzieś zapisywała. Jednak przydałby mi się chip z funkcją zapisu pamięci ROM.

Czekam na wakacje w stricte znaczeniu tego słowa. Czekam na wolność jaką daje pływanie w morzu, łapanie stopa po zachodzie słońca, spanie pod namiotem byle gdzie i żywienie się puszkami z fasolą. Minimal zaopatrzenia i multum wrażeń.

Łowinia 1992(?). To były czasy! Wiocha zakopana gdzieś za łanami i polami w woj. Kieleckiem. Zdecydowanie najlepsze dziecięce chwile jakie mogłam przeżyć.
A Melete to całkiem fajna emo kapela ze Słowenii.