Friday, 30 April 2010

Back to Prague

Wróciłam na Jamrtál. Po krótkim pobycie w Polsce, załatwieniu setki spraw, praktykach lektorskich i spotkaniu się z kilkoma znajomymi (za co chciałam Wam serdecznie podziękować!).
Poniżej Jamrtál sprzed 100 lat, na drugim planie załapała się nawet moja kamienica.
Wkrótce napiszę więcej, jutro antyfaszystowski Mayday Festival. Tak zatím!



p.s. A jednak komputer is dead. Poszła płyta główna :/.

Thursday, 22 April 2010

Soy un perdedor

I made a new discovery today: I'm kind of socially retarded person. I'm a loser then.

BTW, writing found in the wall, Lisbon. Truth.



P.S. There's a HOPE for my notebook. It's being fixed in a neighbouring room. Will keep you posting.

Tuesday, 20 April 2010

... is almost dead.

I mean my notebook. I assume I've lost all data including photographs, tons of music and translations. What I know is that hard drive should be taken out from computer and then... I forgot what then, but there is a little (hopeless?) chance that my computer is gonna wake up. So far it's still in a coma. Apparently, I'm not upset about losing my 'precious' data or perhaps my consciousness hasn't taken a note of the lost yet.

Again weird thought came to my mind. The thought whispered that maybe there is hidden sense of this whole event, maybe we rely too much on technology? Probably it's not the most insightful remark ever, however I'd rather stick to that remark instead of going mad and bursting with anger. Of course I'm angry, but it's under control. More or less.

==========================================

Z powodów powyższych od kilku dni jestem sfrustrowana. I nawet nie frustruje mnie sam fakt odcięcia od codziennych nawyków związanych z komputerem czy utrata (prawdopodobnie) danych, ale to, że wypadłam z rytmu i nawalam z terminami (bynajmniej nie z tymi narzuconymi z góry, ale osobistymi). I to, że akurat wtedy, kiedy najbardziej potrzebuję komputera (czytaj: pisanie pracy magisterskiej), ten wysiadł. Okazuje się, że prowadząc ustabilizowany tryb życia (czyli w moim przypadku zaleganie w jednym miejscu dłuższy czas), komputer staje się nieodzownym narzędziem pracy, podtrzymywania kontaktów z ludźmi i oczywiście rozrywki. Pozostaje wpisać wielkie (p)ECH.

Dziś otrzymałam list z przeszłości. I przyznam szczerze, że nie wiem co z nim zrobić.

Jakiś czas temu odświeżyłam sobie płytę, która stanowiła/i dość ważną pozycję w moim rozwoju muzycznym i w jakiś sposób towarzyszyła okresowi młodzieńczego buntu (moja mama twierdzi, że ten cały czas trwa, ale... to kwestia dyskusyjna). „Słowa nie straciły na wartości, znaczenie pozostało...” jak najbardziej trafne. Mimo upływu lat teksty z tego albumu nadal pozostają aktualne, nadal skłaniają do refleksji, nadal mogę je odnieść do siebie. Kto nie zna, pozycja obowiązkowa. Grammatik EP+

============================================

SECOND THOUGHT: How many times we gonna make same mistakes??? :(

============================================

Sunday, 11 April 2010

Niedziela, 11/04/10

DZIŚ chciałam napisać kilka słów, ale zaraz potem przyszła refleksja, że w sumie nie mam o czym. Bo o czym tu pisać? Na cały dzień zakopałam się w domu, zmuszając się do działań na rzecz zdobycia tytułu mgr, co oczywiście okupiłam nerwowym ogryzaniem paznokci i skórek wokół nich (prawdziwa plaga - kto mnie zna, ten może potwierdzić ten jakże paskudny nawyk). Ale udało się przebrnąć przez kilka tekstów i skleić kilka zdań w Wordzie. Uff.

DZIŚ było takie nudne i nieatrakcyjne, choć muszę przyznać, że ostatnio moje praskie życie zaczyna nabierać tempa i głębszego sensu (chyba?). Znajomemu napisałam w e-mailu, że czuję się jak satelita, która krąży wokół kilku połączonych z sobą planet. I stopniowo zbliża się do nich, zataczając coraz węższe kręgi. Cokolwiek za tym stoi, tak to właśnie odbieram. Metaforycznie. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć wytyczone mini-cele i tym samym coś sobie udowodnię.

DZIŚ było szare i deszczowe. Więc z mozołem tkwiłam przed komputerem oddając się wyżej wymienionemu zajęciu i kilku zabijaczom czasu, w zasadzie uprzyjemniaczom czasu, byle tylko nie oddawać się żmudnej klasyfikacji ulic praskich. W zasadzie jest to zajęcie interesujące i pasjonujące, ale ciężko jest stworzyć klasyfikację od podstaw nie mając fundamentalnej opieki merytorycznej w postaci promo. Taka mała bolączka na V roku.

DZIŚ znalazłam czas na wrzucenie kilku zdjęć, które zawsze chciałam tu umieścić.
Miłego.

P.S. Czasem mam wrażenie, że to czy ktoś nazwie nasze zdjęcie 'dobrym' nie zależy od kompozycji, naświetlenia czy ewentualnej post obróbki, ale od wartości jaką nadajemy temu zdjęciu.

Wrocławska myjnia PKP [lub przynajmniej tak nazywam to miejsce]



Mysłowice.



I ponownie Wrocław. Nadodrze.



Za każdym razem, kiery patrzę na to zdjęcie, do głowy przychodzi mi ta sama myśl, która nawiedziła mnie w momencie robienia tego zdjęcia: kto do diaska wkomponował ten telewizor w pole??



Lubię to zdjęcie za słabe naświetlenie, za niemal ognistą tarczę słoneczną i za szmery, które powstały w trakcie skanowania. Wrocław.



Misiek. Sesja na strychu u babci.







Cjaj, pamiętasz jak podeszła do nas w parku Chorzowskim?

Thursday, 8 April 2010

Vienna chill out

We were wasted. We acted like retarded. We made fools of ourselves. I must admit one thing: that was the best chill out trip I ever been to. More descriptions soon. Photos are below.


Whenever I visit new place I try to make up silly reason why the heck I want to go there. Vienna? Falafels for sure. And this Otto Wagner's masterpiece. Pure Art Nouveau.











This guy was everywhere we looked. In the streets, in billboards and in posters. Then somebody explained us that this fellow is another asshole politician. No wonder why.



First I thought 'damn that looks like the anus bar'. And then I saw it - Arsch Bar.



Hello Kitty The Evil is to say the least expansive. Grr...







Thursday, 1 April 2010

p,b and v stand for portugal, basel and vienna

In few hours I'm going to Vienna. And of course today I felt I want to post few more photos from Basel and Portugal. Lately I've been busy. Busy with people, with my master's thesis and other activities I'm trying to get involved to. Like the presentation I mentioned two posts backwards. Well, seems that people enjoyed it (did you?), they didn't yawn or, what is worse, fall asleep. Thank you all for coming guys ^__^

What's more, I went to two completely different hc shows - first one was vegan xxx acoustic band from US and second one was youth crew band from Andalucia, Spain. I must admit I haven't seen such positive, PMA band for a long time - TRUTH THROUGH FIGHT definitely should be checked out! These guys had pretty bad luck since they had 'crossed' Czech border. Firstly police gave them fee, then the guitarist had some problems with inner 'electricity', so whenever he started to play the guitar, it simply didn't want to work (?). Moreover, the microphone didn't want to cooperate, so the signer sang without it. Despite these difficulties guys kept good, positive spirit during the concert! Thanks for playing in Prague!
Oh, and I finally managed to get through Prague scene. No offence, but this scene is kind of closed for strangers. Or at least for strangers like me.

OK, here they come. Pix. Enjoy!

Before we hitched this truck, I mentioned Kate about topos of good, Polish truck driver (O Toposie Polskiego Dobrego Tirowca jeszcze napiszę!)who will help you out in every part of Europe. And here he came.



*b like basel*

last traces of passing by carnival (btw, look at the background)



bicycles are pretty much everywhere





bakery



basel is bike-friendly city in many aspects <3



carnival trace once again



interesting shadow on the wall. next to this place there was a church with photo exhibit inside. art shown in 'saint' space - that would naver happen in poland, would it?



last one is bicycle one



*p like portugal*

elevador de santa justa in centre of lisbon



main portal of mosteiro dos jerónimos in lisbon district belém



in front of famous Pastéis De Belém



'wall of peace' drawn by children, belém



characteristic architecture with azulejos



magnets freak out



p.s. all these swooshes and tiny threads on photos are results of scanning the negatives

read u soon.