Friday, 26 March 2010

Jižní Korea v Praze čili pozvánka na prezentaci a další příběhy z Prahy

Ahoj,
chtěla jsem Vás pozvat na prezentaci o Jižní Korei, kterou budu předvádět.

Takhle, slovem úvodu...

"Zpočátku vypadalo, že bude to jen dobrovolnický projekt v exotické zemi a dobrodružství na 3 měsíce. Pak se ukázalo, že mě tato cesta ovlivnila nejen ze strany zážitků, ale především mi otevřela hlavu na spoustu nových věcí. Navíc jsem měla možnost zkusit nové věci jako jízdu na motorce, korejský autostop nebo korejský jídelníček ve veganské verzi..."

Co víc? Dozvíte se ode mě, když přijdete :)

Kde: pražská kancelář INEX-SDA: Varšavská 30, 120 00 Praha 2 - Vinohrady
Kdy: 30.3.2010, 18.30

Víc informací: www.inexsda.cz.



Dear friends,
I'd like to invite you to a presentation on Korea.
The presentation is going to be about volunteer project I participated in Korea, Korean cuisine and of course about my own experiences there (inlcuding motorbike trips, hitchhike in Korea and others...).
Where: INEX-SDA office: Varšavská 30, 120 00 Praha 2 - Vinohrady
When: 30.3.2010, 18.30

See you there!
....................................................................

Dziś miało miejsce zdarzenie z rodzaju tych nieoczekiwanych. Kiedy owo NIEOCZEKIWANE powstaje jakby na złość i w dodatku powstaje z własnej (no przecież), ludzkiej (jakże by inaczej) głupoty (no właśnie). Otóż, miałam jechać do Liberca, skończyłam pracę (a propos, jobeless person znalazła pracę) przed czasem, na całkowitym chilloucie poszłam na obiad, odwiedziłam współlokatorkę w miejscu pracy, po czym zupełnie spokojnie udałam się na dworzec autobusowy Florenc. Czekając na autobus siedziałam na ławce na peronie nr 6, dumałam nad wiosennym żywotem i przeglądałam najnowszą edycję czeskiego VICE'a.

Pozostało 10 minut do odjazdu a autobusu jak nie było, tak nie ma (nietrudno go zresztą wyłapać wzrokiem, STUDENT AGENCY s r.o. nie oszczędza na żółtej farbie na swoich pojazdach). Lekko zaniepokojona udałam się do kasy, gdzie dowiedziałam się, że ależ oczywiście, autobus odjeżdża z peronu 6, ale z Czarnego Mostu a nie z Florenca. Patrzę osłupiała na kasjera, patrzę osłupiała na bilet, i znów na kasjera. I ponownie na bilet. SIC! Czarno na białym jak czarne paski na zebrze, napisane „Odjezd: Praha – Černý Most”. SIC!

I w ten oto sposób nie dotarłam do Liberca. I zamiast wkurzać się, irytować i przeklinać w duchu, że to przecież moja wina, moje niedopatrzenie i zarazem moja głupota, po prostu zaczęłam się śmiać. Szczątkowa, wewnętrzna naiwność podpowiada mi w takich momentach, że to pewnie ma jakiś ukryty sens. Że skoro nie wyszła taka opcja, to MUSI się stać coś, co skieruje to wydarzenie na boczne tory. Nieoczekiwany zwrot akcji, który nabierze głębszego sensu niż nieudane i niespełnione przedsięwzięcie.

I stało się, bo mając przy sobie aparat załapałam się na kilka zajebistych (to chyba drugi wulgaryzm, który użyłam na tym blogu, a może pierwszy?) scen z życia miasta. Na kilka scen z rodzaju TU i TERAZ jak na przykład tzw. miejski żul obserwujący plakat teatru narodowego. Uderza Cię ten kontrast. Że ktoś taki obszarpany i brudny spogląda na kawałek papieru informujący o wydarzeniu kulturalnym z najwyższej półki. A za minutę ten sam osobnik szczerzy się ze swym diabelskim uśmieszkiem do obiektywu i przyzwala na fotografowanie. Zobaczymy jak wyjdzie film. Udało mi się również spotkać z dawno niewidzianą znajomą, i pośrednio dzięki NIEJ, i dzięki temu, że poszłyśmy akurat do TEGO miejsca, jadę w niedzielę jako wolontariuszka do schroniska dla zwierząt. *__*

Nie wierzę w przypadek lub w przeznaczenie, ale czasami jakaś przedziwna forma działań przyczynowo-skutkowych wmiesza się w codzienność, urozmaici ją i potem analizujesz, że gdyby nie miało miejsce zdarzenie A, nie doszłoby do zdarzenia B, C i kolejnych.
Często-gęsto wpadam w takie zdarzenia i poddając się im po prostu płynę, płynę z prądem niepewna, gdzie mnie tym razem poniesie. Na razie nie natrafiłam na mielizny i mój kajak dryfuje dalej. Uff.

Ulegam wiosennej euforii. Totalnie. Poprzez jazdę na rowerze, jazdę w metrze, w tramwaju, posiadówki w parku Stromovka, nawet w trakcie pracy (jakby nie było 4 godziny na słońcu robi swoje).

Tyle rozmarzania się.
Dobranoc.

Sunday, 21 March 2010

GOT' em ALL!

Yes!
Finally I've got these creepy x-ray pics from Johanna. Thanks soooo much!*__*





P.S. Yesterday I managed to ride on a scooter on Charles Bridge. That is real spring opening for me!

Friday, 19 March 2010

P.R.A.H.A by S.P.R.I.N.G

Miało być o Portugalii, ale będzie o Pradze. O wiosennej Pradze dodać trzeba. Na dysku D mam całkiem spory magazyn zdjęć z zeszłorocznej praskiej wiosny. Ostatnimi czasy dysk D uległ lekkiemu zakurzeniu i nawet w tej chwili przechodzi gruntowną defragmentację, więc aby kiedyś zrobione zdjęcia całkowicie nie odeszły w zapomnienie, postanowiłam wkleić kilka z nich.
Czasem pokazują Pragę od d*** strony, ale przecież to miasto nie składa się z przeklętego mostu Karola i Hradczan. Praga to nie tylko tysiące hospod z tanim piwskiem i stragany z badziewiami przy ulice Karlowej.

Nie, nie i jeszcze raz nie.

Wystarczy przejść się za dworzec w stronę Žižkova, aby zobaczyć ułamek prawdziwej Pragi. Pragi pełnej lokalnego kolorytu (włączając w to niemierną wręcz popularność psów rasy pudel, a już w ogóle pudli w rozmaitych psich swetrach, kurtkach i powłokach na sierść), mieszkających tu na stałe obcokrajowców (z przeważającą liczbą wiecznie narzekających Amerykanów) i oczywiście Pragi wypełnionej po brzegi świetnymi okazami architektury.

..................................................................................

Poranek. Zimny, bo grudniowy. Nuselák czyli Most Nuselski.
Moja dzielnica notabene.



Droga przez park, za drzewami fragment Letohrádku Hvězda, tzn. Letniego pałacyku zbudowanego na planie gwiazdy. Warto.



Pocztówkowy widok ze wzgórza Petřín na Malą Stranę. Jak do tej pory najlepszy punkt widokowy w Pradze, ale szukam dalej.



Nie tylko drzewa puszczają pąki. Tutaj rozkwitli nawet ludzie, a tak naprawdę chodziło o akcję promocyjną producenta wód Korunní. Zdjęcie wykonane w maju, woda nazywa się Májová. Żeby nie było.



Demonstracja przeciwko budowaniu tarczy antyrakietowej w Czechach. Wiadomo, że się udało. Marzec 2009.



Widok z "d" strony. Dla mnie TA strona jest akurat całkiem w porządku. Smíchov



Cmentarz Żydowski. Bynajmniej nie ten na Josefovie, ale na Žižkovie.



Z powodu analogii nazywam je "norské domky". Ponownie Smíchov.



Przyznam, że jest to najpiękniejszy cmentarz jaki znam. Olšanské hřbitovy.



W tej dzielnicy mieszkał Hrabal i takich właśnie skansenach miejskich czerpał inspirację do pisania prozy. Oczywiście inspiracja była zaprawiona porządną dawką piwa. Libeň.



Najlepiej zwiedzać na rowerze. Miśki poniżej zdają się to aprobować. Zličín.





Na koniec "ukázka z žižkovské architektury".



................................................................................

P.S. Słowa przybierają postać czynów. Na tutejszym skłocie jest możliwość korzystania z ciemni! Pozostaje załatwienie materiałów do wywoływania fotografii i mogę działać!

A propos, byłam dziś na koncercie świetnej kapeli ze Stanów - Sinaloa. Koncerty zespołów tego pokroju [wspomnę, że kapelka jest spod skrzydeł Ebullition rec.]mają niepowtarzalny klimat, a już w ogóle jak odbywają się w piwnicy. I tak było tym razem. Abstrahując od walorów muzycznych koncertów, muszę dodać, że jak zwykle dobrze spisałam się w swojej roli tzn. zawodowe podpieranie ścian (do usług oczywiście).
Praska scena hc zdaje się być niedostępna a ja nie należę do wirtuozów konwersacji. "Ahoj jsem Emi a jsem z Polska. Yyyy..." Czyż nie brzmi to co najmniej idiotycznie, aby takie słowa mogły przejść przez gardło? Prędzej struny głosowe dostaną paraliżu i wyjdą z tego jąkające się czechy-śmiechy. Nie żeby mi to spędzało sen z powiek, jednak czasem fajnie jest mieć obok siebie ludzi o podobnym światopoglądzie, powymieniać się niusami muzycznymi czy po prostu 'bloumat se' po mieście bez celu.
Wystarczy. Zamykam Księgę Skarg i Zażaleń, czas nadrobić zaległości w spaniu. Čauky!

W czerni i bieli. W Lizbonie.



























Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką skanera z funkcją skanowania negatywów [dla ciekawskich: Epson Perfection V300 Photo]i dzięki temu przynajmniej na tym etapie procesu mam pełną kontrolę i inicjatywę. Pracuję jeszcze nad dostępem do ciemni w Pradze, może ktoś ma jakieś dojścia w Pradze? Wypadałoby dodać parę słów o Lizbonie, ale to chyba zostawię na jutro, na mniej drastyczną godzinę.

Acha, jest wiosna. Tutaj. W Pradze. W końcu.

----------------------------------------------------------

About one month ago I finally become a happy owner of scanner with function of scanning negatives [for over-curious: Epson Perfection V300 Photo]. Thanks to that function I can control at least this phase of photography process. Though I work on access to darkroom in Prague, maybe one of you could help me? It's only right that I should write few words about Lisbon. Well, maybe tomorrow at less 'drastic' hour.

By the way, there's spring. Here. In Prague. Finally.

Wednesday, 10 March 2010

VEGAN 9!

It has been 9 years since I became vegan. Nine years of eating plants only, without any animal ingredients or any cruel background. Isn't that great?
When people find out I'm vegan they imagine that all I can eat consists of veggies, soy and simply grass-related stuff. Despite huge progress in healthy food branch, vegan friendly articles and programmes in mass media and general visibility of vegetarianism/veganism in public sphere, people still don't really have a clue what vegetarianism/veganism is about.

From the other hand I'm positively surprised when I meet new people who are familiar with an idea veganism and accept my point. Generally things are getting better with social awareness of vegan issues and of course with vegan supply on store racks in local groceries.

I'm kind or proud of being vegan, because at least within my own borders I can do something for the earth, for the animals and for my own health.



Soy Macchiato by Johanna from Basel. Yummi...^__^

Tuesday, 9 March 2010

Portugalia by Oksana

Oksana wróciła z wojaży zdrowa i szczęśliwa. Odetchnęła świeżym powietrzem i obecnie szykuje się na projekt "Z Oksaną po Pradze". A póki co fotostory z Portugalii. Moje Nikon F50 story pojawi się za kilka dni, jak tylko wywołam klisze.

1. Klasztor Hieronimitów, Lizbona.



2. Główna promenada w Lizbonie. W tle Piazza del Commercio i The Beatles. Oczywiście chciała mieć z nimi pamiątkową fotografię.



3. Widok na Lizbonę w formie azulejos*.



4. Z azulejos w tle.



5. Ponownie promenada z przenikającym gdzieś w tle autobusem.



6. Cokolwiek znajduje się z tyłu, mniemam, że jest to budynek pokroju ministerstwa. Widać oznaki zmęczenia bohaterki i stąd też nieostrość zdjęcia.



7. I jeszcze z Bazyliszkiem w Bazylei, gdzie udało się dotrzeć stopem.



*) Azulejos (arabskie az-zulayj - mały kamień), hiszpańskie i portugalskie płytki ceramiczne do wykładania fasad i ścian wewnątrz budynków. Za: portalwiedzy.onet.pl

--------------------------------------------------------

Od powrotu z Portugalii wkuwam na test z gramatyki opisowej, i to bynajmniej nie gramatyki języka czeskiego, a polskiego. Wzięłam się za kurs dla lektorów języka polskiego jako obcego, co wiąże się z wyjazdem do jednego z puli ośrodków zagranicznych. Opcja wyjazdu obejmuje Azję i Europę i mam nadzieję, że pozostałe kontynenty, bo jak na razie z puli wypadły dwa ośrodki, na których najbardziej mi zależało. W zasadzie nie jestem pewna, czy gdziekolwiek wyjadę jako lektorka, czy jest to coś, czym chciałabym się zajmować przez najbliższy rok i czy w ogóle zdam ten kurs. Ale pociągnę temat i zobaczymy, co z tego wyniknie.

Wieje nudą, co? Żeby totalnie nie zmarkotnieć w oddawaniu się wątpliwym kujońskim przyjemnościom, odświeżam stare kapele typu Sunrise, zgłębiam czeską scenę hc i myślę nad tym, co z sobą zrobić w związku ze zbliżającym się końcem edukacji a tym samym otrzymaniem Freedom Passport, jak nazywam koniec zobowiązań studenckich. Jutro wyjeżdżam na kilka dni do Polski, aby ogarnąć kwestie kursowe i co najśmieszniejsze, odbyć praktyki w szkole języka polskiego dla cudzoziemców. Będzie zabawnie uczyć polskiego z moim nierasowym polskim akcentem, który zamiast padać na 2 sylabę od końca, przemieszcza się na 1 jak w języku czeskim. Fun fun fun.

Postaram się sporządzić coś na kształt relacji z Portugalii/Bazylei, a póki co skan ostatniego znaleziska w jednym z praskich lumpeksów. T-shirt rodem z Korei.