Monday, 22 February 2010

C jak Ciepło. P jak Portugalia.

Z braku laku a bardziej z braku słońca jadę do Portugalii. A w zasadzie Oksana mnie tam ciągnie. "Projekt Oksana" zakłada podróż Oksany do Portugalii. Dziś była we Wrocławiu a ja z nią. Dokładnie za 4 godziny pobudka i rozpoczęcie projektu HitchhikePortugal. Póki co spaaaać...

Thursday, 11 February 2010

Zaproszenie na spotkanie z Koreą!

Zapraszam na spotkanie związane z Koreą. Przyznaję, że będę odpowiedzialna za całe wydarzenie i tak... Będzie o Korei, będą zdjęcia, opowiadania a nawet poczęstunek prosto z Półwyspu Koreańskiego...
Gdzie?
Dolnośląska Biblioteka Publiczna (Rynek 58, 50-116 Wrocław)I piętro, pokój 11, miejsce zwane Biblioteką Koreańską.
Kiedy?
19/02/2010, g. 17.00.

Więcej info tu.

It's gonna be fun.





Sunday, 7 February 2010

приют для Оксаны

Oksana zajmuje szczególne miejsce w schronisku. Jest inna, jest taka zvláštní. Po prostu jest szczególna. Długo nie mogłam się zdecydować jakie jej nadać imię, miała być Triangle Monster (w końcu przypomina swoim kształtem kałamarnicę), potem nastąpił etap Wani tudzież Iwana. I ostatecznie została Oksaną. Wiadomym jest, że ma rosyjskie korzenie, zawsze jakby nieobecna myślami, wzrokiem błądzi po bezkresach Syberii (prawdopodobnie jej rodzinne strony), i lubi przytulać butelki. Różne butelki, nie tylko po alkoholu. 'W końcu Ruska' jak powiedział Lemoniadowy.

Podbiła już nie jedno serce, nie pozostaje chyba nic do dodania. Oto Oksana:







P.S.I. W planach jest stworzenie przewodnika "Z Oksaną po Pradze". Pewnie na wiosnę coś się ruszy.

P.S.II. Wojtek mówi, że приют = 'schronisko', więc nie pozostaje mi nic innego jak mu wierzyć.

Friday, 5 February 2010

Wszystkie ryby już tam płyną...

Gdzie? Na wystawę moich fotografii z Korei. Wystawa nosi tytuł "W krainie BiBimBapu, czyli 3 miesiące w Korei Południowej", znajdziecie na niej kilka portretów, zdjęć architektury czy życia ulicy, w sumie 33 fotografie. Wystawa odbywa się w Miejskiej Bibliotece Publicznej (filia nr 27) przy ulicy Władzia Łokietka 13.
Cały luty 2010.
Zapraszam!!!

Poniżej plakat z rybami w roli głównej.



Z innych wieści koreańskich, to jakiś czas temu (a dokładnie 15/12) we Wrocławiu zostało otwarte "Okno na Koreę", i jak podaje portal Gazeta.pl:

"Od początku 2009 r. Dolnośląska Biblioteka Publiczna im. T. Mikulskiego we Wrocławiu oraz jej partnerzy: Biblioteka Narodowa w Seulu, Centrum Kultury Koreańskiej I Ambasada Republiki Korei w Warszawie realizują projekt „Window on Korea”. Jego celem jest stworzenie biblioteki z kolekcją książek w języku koreańskim, angielskim oraz polskim, a także materiałów audiowizualnych traktujących o różnych aspektach życia Korei. Kolekcja, która w dniu otwarcia „Window on Korea” liczy 3.500 publikacji, będzie się w przyszłości powiększać o minimum 200 egzemplarzy rocznie. W ten sposób powstanie unikalny, największy w skali kraju tematyczny zbiór obejmujący literaturę piękną, popularnonaukową i multimedia – zaczątek Ośrodka Informacji i Kultury Koreańskiej z bogatym programem kulturalnym i edukacyjnym.

– To jeszcze jeden sposób na rozszerzenie współpracy w zakresie kultury i jeszcze jedno potencjalne miejsce spotkań dla Koreańczyków i Polaków – powiedział ambasador Korei w Polsce Joon Jae Lee, zapowiadając we wrześniu otwarcie „Window on Korea”.

Wybór Wrocławia na miejsce lokalizacji tej placówki nie jest przypadkowy – zdecydowały o nim zarówno doświadczenia Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu w tworzeniu bibliotek – ośrodków informacji upowszechniających wiedzę i kulturę różnych krajów (American Corner, Biblioteka Romańska, Biblioteka Niemiecka), jak i coraz bardziej widoczna obecność Koreańczyków w pejzażu miasta i regionu związana z potężnymi inwestycjami przemysłowymi realizowanymi przez koncern LG.[...]"

W bibliotece byłam i niebawem zorganizuję tam pewne działanie, o czym dam znać w ciągu kilku dni.

Znalazłam również kilka stronek poświęconych tematyce koreańskiej:
1. kwiatyorientu.com - pierwsze wydawnictwo promujące kulturę koreańską w Polsce.
2. www.koreafilm.pl - polska strona o koreańskim filmie.
3. www.koreanmovie.com oraz www.hancinema.net - rodzaj przewodników po koreańskim filmie, dramach, Kpopie i innych. Niezła kopalnia wiedzy dla zainteresowanych.

I na koniec Teayang, członek wspomnianej już kapeli Big Bang (to przy okazji piosenki "Lollipop"). Tym razem solo i w nastroju przedślubnym.



After school, czyli co Koreanki robią po szkole.



-----------------------------------------------------------

Z wieści praskich. Po raz pierwszy od pięciu lat byłam na łyżwach. I tak mi się przypomniało:



Byłam też w kultowej wśród Polaków 'hospodzie'. Pewnie pani Z. z mojej uczelni powiedziałaby, że to takie prymitywne. Cóż, w końcu 27% podobieństwa między czeskim a polskim do czegoś zobowiązuje.

Monday, 1 February 2010

O zimie, książkach i herbacie

Z powrotem w Pradze. W końcu! Zaśnieżony Wrocław zaszedł mi za skórę śniegiem, mrozem i macierzystą uczelnią, która zamiast dodawać skrzydeł, co rusz dorzuca kłody pod nogi. Mój wydział słynie ze swojej, hmm, zvláštnosti, aby użyć eufemizmu. Każdy wydział ma swoją specyfikę, jasne, ale tylko na tym, nigdzie indziej, możesz trafić na czarną listę banitów (a tym samym zapomnij o podpisaniu przez prof., dr hab czy dr wszelkich opinii, referencji i innych popychaczy kariery) dzięki nie odpisaniu na e-mail jednej z kierowniczek zakładu. A co jeśli e-mail nie doszedł? Nieważne, odważyłeś się zapuścić hańbiącego ignora, to teraz przyjmij karę. A e-mail nie należał do sympatycznych swoją drogą. Prosta recepta.
Kilka dni na macierzystej uczelni i człowiek nabrał symptomów charakterystycznego IFS-owskiego przytłoczenia, poczuł zapach murów rodzimego instytutu i odbębnił zajęcia z głównym punktem programu - recytacją wierszyków przez studentów V roku. Paranoja.
Moje refleksje odnośnie studiowania w Polsce nie należą do optymistycznych. Głowa w dół, i tak nic nie zdziałasz. Nie oczekuj, że prowadzący odpisze na e-mail czy przeprosi za spóźnienie się 1,5 godziny na egzamin („To ja mam z Państwem dziś egzamin? A to Ci dopiero!”. A nie daj boże komuś podpadniesz. Manus Manum Lavat. Nie wygrasz szaraku.

Powiało dołem a tymczasem mam powody do szczęścia. Choćby taki, że myślę o ZIMIE. Oswajam się z nią zakładając podwójną warstwę skarpetek, słuchając jak po raz enty pada mi bateria w telefonie i wreszcie, zaczytując się w „Moich biegunach” Marka Kamińskiego. Prosty język, opisy trudów wypraw na oba bieguny, przez Grenlandię czy na Spitsbergen, i co najważniejsze dla mnie, przebijająca się sylwetka normalnego człowieka. Żadnego tam Kamińskiego, co zdobył dwa bieguny, ale Kamińskiego, który zmaga się z temperaturami w okolicach – 40, któremu co rusz psuje się sprzęt, i który w miejscu jaskrawo białych połaci lodu i śniegu widzi osoby i sytuacje z życia, popełnione błędy. Nie wiem nic o łażeniu z pulkami po lodowcu, nie umiem wyobrazić sobie życia przez 2 miesiące w tak ekstremalnych warunkach, nawet nie jestem w stanie odważyć się na wyjazd do krajów skandynawskich z obawy przed zimnem (tak, to nierozsądne, ale powtarzam sobie, że to kwestia dorosłości, i zapowiada się na to, że jeszcze nie osiągnęłam stopnia wtajemniczenia pozwalającego na wyjazd na Północ).
Mimo wszystko książka przemawia do mnie. Zastanawiam się nad zimnem, nad możliwościami psychio – fizycznymi przebywania w takich warunkach i jak to wpływa na człowieka. Kamiński wspomina, że powracają małoznaczące wspomnienia, ludzie, sytuacje, zastanawiasz się nad czymś, co kiedyś ledwo przeleciało Ci przez myśl. Może człowiek potrzebuje poczucia totalnej izolacji od codzienności, wszelkich bodźców cywilizacyjnych i wygód, tylko po to, aby na nowo docenić zwyczajność dnia powszedniego. Wartość małych gestów i drobiazgów.
Marek Kamiński pisze: „Nie wiem co, ale z niektórymi ludźmi jest coś nie tak. Dom, gdzie się urodzili, szkoła, do której chodzili, praca czekająca tuż za rogiem. I to ma być życie. Chodzi o moment, w którym człowiek na wszystko się zgadza i ustala cenę.”

Każdy wybiera swoją receptę na szczęście, dla X jest to domek i zasadzenie drzewa, dla Y praca rzemieślnika w zakładzie szewskim z tradycjami. Dla mnie to kwestia pewnej świadomości, dokonania wyboru dla siebie, nie dla innych. Wraz z wiekiem widzę, że pojawiają się oczekiwania, popychanie do konkretnej pracy, sugerowanie małżeństwa, dopytywanie się o dziecko. I kwitowanie każdego NIE sloganem „Też tak mówiłam, pogadamy za 10 lat”. A jeśli za 10 lat odpowiem to samo? I ponownie będzie to wynik wybrania innej ścieżki, niż dom, pies i ogródek?

Książkę z czystym sercem polecam, mimo, że nie jestem nawet w połowie, wiem, że warto po nią sięgnąć. Jeszcze o zimie, dokopałam się do swoich rysunków z zerówki. Oto zima w rozumieniu 6- latki:





Praski wątek. Bałwan dryfujący na Wełtawie (znalezione w antykwariacie)



Jedną z moich ulubionych metod walki z zimą jest herbata. I to jest kolejny powód do radości. Nie potrzebuję wiele, wystarczy, że zaparzę białą herbatę z różą, do tego konfitury z róży. Albo wersja z herbatą z Nepalu i sokiem wiśniowym made in babcia. I mój faworyt: zielona herbata z jaśminem od oskara (bynajmniej nie chcę robić kryptoreklamy, ale jest to wyjątkowo udany produkt tej firmy).
Kończę tym pozytywnym akcentem. Jutro kolejny dzień z herbatą i pracą nad moim mgr. ^__^ Korean smile.


*Marek Kamiński, Moje bieguny:dzienniki z wypraw 1990-1998, Gdańsk 1998*