Tuesday, 29 December 2009

... po bandzie

Marcinie aka Hubercie: Pojechałeś po bandzie mówiąc kolokwialnie.
Poza opublikowania tekstu o mnie i HitchhikeTheEdge, Marcin prowadzi bloga o boksie, jazzie i sami sprawdźcie czym jeszcze:

http://hubertdia.blox.pl/html



As you see in the picture above, a close friend of mine simply went over the top. He posted few words about my person and this tiny blog you're reading now. No comment.

Thursday, 24 December 2009

O Al Hasnie, panie bałwanie i ryżu krótkoziarnistym

Znalazłam. Wpadłam na nią niemal przypadkiem. Nie przypuszczałam nawet, że ją kiedykolwiek zobaczę w Pradze. Akurat w sercu Europy tak po prostu ją odnajdę. Al Hasneę... Czyli ten właściwy i jedyny powód, dla którego piję kawę. Kawę syryjską. Kawę z kardamonem. Z obfitą dawką kardamonu, sięgającą do 20% zawartości opakowania.
Al Hasnaa uśmiecha się tajemniczo z zielonego opakowania, co chwilę mrugnie okiem, a zaraz potem przechyli czarkę z kawą. Automatycznie nasuwają się wspomnienia z Syrii. Te uśmiechy, zaciekawione spojrzenia rzucane ukradkiem, jedna z kawiarni przy suku Al Hamidiyeh. Sierpniowy ukrop spotęgowany żarem spływającym z nieba. Wrzaski dzieciaków biegających w kółko, kolorowe chusty i kawa. Gorąca, aromatyczna kawa.

Okazuje się, że naprawdę niewiele trzeba, aby dodać magii dniu powszedniemu. Takiemu jak ten chociażby, kiedy cała Praga, od wschodu do zachodu, północy i południa, spowita jest szarawą, zbrudzoną resztką śniegowych oparów. Za oknem ohydna smogowa mgła, krótki mówiąc paskudny, obmierzły wymiot jak okiem sięgnąć.
Magia zatrzymała się na 4 piętrze cytrynowo-limonetkowej kamienicy przy ulicy Nezamyslovej. Okupuje to miejsce już od ponad godziny i tak długo tu pozostanie, jak długo z głośników będzie się sączyć Sigur Ros a lampa będzie przepuszczać w kółko leniwe, wesołe bąble.

Z innej bajki, raczej lodówki w tym przypadku. Alicja podesłała mi prześliczne wprost zdjęcia swojego nowego przyjaciela, którego uratowała jak tylko zaczęła się plucha za oknem. I teraz Pan Bałwanek smacznie leżakuje sobie w zamrażalce czekając na lepsze, zimowe dni. Hi5!


by Alicja.

W zasadzie 'dziś' to dzień odkryć. Kolejnym zjawiskowym objawieniem okazało się niezwykle prozaiczne gotowanie ryżu. Nie mając pod ręką fachowego 'rice cookera' ciężko jest ugotować ryż krótkoziarnisty (inaczej 'ryż kleisty', choć to określenie przywodzi na myśl leguminę) tak, aby poszczególne ziarenka przylegały do siebie a zarazem aby nie unosiły się w kleistej, skrobiowej otoczce. I oczywiście aby ryż nie przywierał do garnka. O dziwo wspomnienia z dzieciństwa wybawiły mnie z ryżowej opresji. Otóż babcia ma w zwyczaju zawijać ugotowany w garnku ryż w ręcznik a następnie wsadzać go pod kołdrę. Dzięki temu ryż nabiera doskonałej konsystencji, krótko mówiąc 'dochodzi'. Ziarenka się lepią, nie powstaje zjawisko skrobiopłynu czy przypalania się garnku.
I dzięki tej prostej babcinej metodzie nauczyłam się dziś coś nowego. Gotować ryż.



Sunday, 20 December 2009

z jak zima. z jak zło.

zima mnie zamraża od środka. obezwładnia do tego stopnia, że chodząc po ulicach czuję się jak kawał sztywnego, wykrochmalonego płótna naciągniętego na krosno malarskie, na którymś ktoś wymusza naukę chodzenia. krok za krokiem. zima w kościach, zima w bucie i zima przeszywająca palce. i nachodzi mnie myśl, że oto nadszedł moment, kiedy moje palce przymarzły do skarpetek, a te do obuwia, a obuwie do zlodowaciałego chodnika.
nienawidzę zimy, śniegu, bałwanów i śnieżek.
nienawidzę telepania się na przystanku, przeskakiwania z nogi na nogę i upartego poprawiania czapki i dwóch kapturów na niej, aby co najbardziej uniemożliwić wdzieranie się mrozu do ciała przez dziurki w uszach i w nosie.
........................................................................
Zdjęcie poniżej pochodzi z Casablanki, Maroko.
Zdaje się, że zostało zrobione przypadkiem i całkiem fajnie trzyma się kompozycji 1/3 vs. 2/3. Poszarpane trakcją kolejową niebo kontrastuje z białym płotem. Za płotem dają o sobie znać marokańskie slumsy. Niewykończony dom, blaszana rudera i nagminne (ponoć) w tym kraju anteny satelitarne. Podoba mi się jak obecność szaroburych budynków i anteny burzą kompozycję linii poziomych na fotografii.
Prostota i totalny brak estetyzmu miejskiego.


Photo by Magda (or Eduardo)

Sunday, 6 December 2009

Murakarazm

W nawiązaniu do Haruki Murakamiego i marazmu listopadowego. Studiuję Kronikę Ptaka Nakręcacza i z zadziwieniem spoglądam na przedostatnią stronę, która zawiera pełen wykaz przetłumaczonych książek tegoż autora. Nie wiem czy sięgnę po wszystkie z nich, póki co zanurzam się w świecie codziennego absurdu. Niekoniecznie japońskiego.

Absurdu dnia powszechnego. Zwyczajnych, codziennych sytuacji. W sklepie, w metrze i w stołówce. W aucie promotorki, w trakcie mojego pierwszego seminarium magisterskiego. Miało być normalnie, w gabinecie, a skończyło się na konsultacjach w podejrzanie zaparkowanym aucie w jednej z uliczek odchodzących od rynku. Po 21.
W praskim mieszkaniu, kiedy sąsiad Aguilera (ponoć nawet utrzymuje więzy rodzinne z tą Aguilera) wparował do mojego pokoju z Samsonem (terier szkocki maści białej) i swoimi dwoma 'podopiecznymi' w wieku gimnazjalnym. Godzina 20, jak okiem sięgnąć ciemność rozświetlona nikłym światłem lamp ulicznych, 4 piętro, strome poddasze, a on chce się dostać przez dach do swojego mieszkania, ponieważ po raz kolejny zatrzasnął drzwi. Wysłał na misję jednego z 'podopiecznych'. O dziwo udało mu się pokonać dystans między dwoma oknami bez upadku. 2 m wszerz i jakieś 30 m w dół.
---------------------------------------------------------------

Schronisko dla zabawek: Mr Bean Teddy Bear. Dworzec Świebodzki we Wrocławiu.
Głowę stracił samoistnie, ale już jest na miejscu.