Sunday, 8 November 2009

Co nowego w Korei Południowej?

Ostatnimi czasy w ręce wpadło mi kilka filmów made in 대한민국.
I zdecydowanie polecam film 'Bez tchu'(Ddongpari/똥파리)w reżyserii Yang Ik-Joon
Film dość ciężki, przesycony brutalnością i piętnem przemocy domowej. Główny bohater dorastał w obliczu ojca tyrana i sam kieruje się zasadą pięści w życiu codziennym. Spotyka na swojej drodze uczennicę liceum, która jak się okazuje też przywykła do twardych zasad. Film jest przeplatany scenami agresji i bezsilności. O ile od samego początku odczuwasz niechęć i potępienie dla głównego bohatera (grany przez reżysera) to w trakcie rozwijania się akcji budzą się w tobie pozytywniejsze uczucia względem niego. I kiedy ma nastąpić oczekiwany pozytywny zwrot akcji, następuje dramat.
Po tym filmie doznałam catharsis. Nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałam film, który w tak doszczętny sposób by mnie wciągnął. Poczułam się jak po praniu mózgu i cholernie smutno zarazem. Dobra porcja kina, która zwraca uwagę na jedną z patologii szargających tak Koreę, jak i resztę świata.



Kolejno trzy tytuły, które w jakiś sposób były dla mnie interesujące.

Heundae(해운대) w reżyserii Yoon Je-kyoon.
Żadne tam ambitne kino, ot perspektywa tsunami w Korei, wciąganie w losy bohaterów i rodzinne tragedie wynikłe z katastrofy naturalnej. I kilka wątków humorystycznych, nawet w samym epicentrum tragedii, co jest dość nietypowym zabiegiem. Dla mnie film ten ma znaczenie przede wszystkim sentymentalne, ponieważ od początku do końca został zrealizowany w Busanie. Fajnie było zobaczyć miejsca, gdzie spędzałam czas, jak choćby most Gwangan czy okolice tytułowej plaży Heundae. Gdzie godzinami przesiadywałam w kafejce Tom'n'Toms z moim przyjacielem, gdzie prowadziliśmy rozmowy o życiu i gdzie robiłam z siebie totalnego głupca. Plus za sentyment i efekty specjalne (mogło być gorzej).



Speedy Scandal (과속스캔들/Kwa-sok-seu-kaen-deul) reż. Kang Hyung Chul.
Komedia którą z nudów zaczęłam oglądać w samolocie powrotnym. Niestety było lądowanie a ja nie zdążyłam obejrzeć film do końca. Czy było warto ściągać film? Było. Komedia z nietuzinkowym motywem, fajnie wkradająca się w koreańskie realia (i w tym tkwi siła tego obrazu). Już zawrotny plakat informuje, że jest śmiesznie. Warto wrzucić dla relaksu.



Spin kick (돌려차기/Dolryeochagi)
, reż. Nam Sang-gook.
Film polecany przez kolegę, który trenuje narodowy sport Korei, taekwondo (no, kłóciłabym się czy obok taekwondo drugim narodowym sportem nie jest przejęty od amerykanów baseball, patrz Busan Lotte Giants).
Historia z rodzaju 'od zera do sukcesu'. Kilku opryszków z liceum dostaje propozycję nie do odrzucenia i w zasadzie są zmuszeni do wzięcia udziału w corocznych zawodach taekwondo nie mając oczywiście żadnego pojęcia o tej sztuce walki. Brzmi płytko, ale nie jest. Film pokazuje ducha sportu, ducha porażek i wygranych. Wciąga i rozśmiesza zarazem.



------------------------------------------------------
Poza tym chciałam zaprezentować dwa teledyski prosto od Wonder girls. A więc lecimy...





W piosence numer dwa pojawia się jedno z moich ulubionych słów czyli BABO 바보. Niemniej nie chodzi o wołacz od słowa 'baba'. Babo oznacza tyle co 'silly': niemądry, głupkowaty. Streszczając słowa piosenki, to odnoszą się do chłopaka, który nie umie zbytnio zrobić pierwszego kroku.
Nie spodziewajmy się zbyt wiele, po prostu 'the song is so cute and catchy, the dance steps are equally cute too' jak możesz przeczytać na oficjalnym (?) blogu zespołu (http://wonderfulgeneration.blogspot.com).

Po prostu K-Pop.

----------------------------------------------------

Na koniec kilka niepublikowanych wcześniej zdjęć.

Chingu: O psie, który jeździł skuterem.
To jest Chingu (tłum. przyjaciel). Najfajniejszy pies jakiego do tej pory spotkałam w swoim życiu. Skory do zabawy, ekstremalnie sympatyczny i jeździ na skuterze (z właścicielką, żeby nie było).





Jeju-si czyli Jeju City.





Impresje z promu powrotnego. Spałam w tej śmiesznej sali typu open space, z około 60 ludźmi obok, którzy tak jak ja spali na tych pokracznych kanciastych poduszkach (i na podłodze). Powrót wypadł na dzień moich urodzin, który był dla mnie wyjątkowo szczególny. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję kąpać się w ocenie. Prawdziwym, wielkim ocenia, który zawsze sprawiał takie wszechogarniające wrażenie, a tym czasem fale może i miały wyczuwalną, ukrytą moc, ale były w zasadzie niskie i leniwe. I jedyne co przynosiły z sobą, to małe meduzy usiane czarnymi plamkami po środku. Plamki to zły znak, ponieważ im ciemniejsza meduza tym więcej trucizny skrywa w mackach. I pływając miałam tę niekończącą się wizję, że płynę i szast prast meduza osiada mi na twarzy zostawiając 30-dniowy ślad (czerwone pręgi) i cholerne pieczenie.
Obyło się bez macek. Był za to totalny chill out na plaży, podziwianie ukształtowania terenu na wyspie (te spadki... góra, dół, góra i dół...)i mega zabawna konwersacja na promie przeciągająca się w odśpiewanie koreańskiego happy birthday i przedziwną nasiadówę z studentami busańskiej polibudy.

lampa-schody-lampa. Właśnie tak.







hyundai-hyundai-hyundai.



Na koniec wymieniane już dziś Heundae. Najbardziej znana koreańska plaża, przodująca w ilości parasolek. Tu akurat parasolka sponsorowana przez Home Plus, tzn. koreańska odnoga Tesco. Ale to historia na inny post.



No tak...


photo by Hoon.

Wednesday, 4 November 2009

This is Bill.



Otwieram pierwszą część cyklu 'Toy Shelter'(Schronisko dla zabawek).
Pytanie do publiczności: kogo przypomina Bill?
Podpowiem, że chodzi o postać z popkultury.
---------------------------------------------------------
I'm opening first part of series 'Toy Shelter'.
Question for the audience: who does Bill resemble?
I will prompt that this figure is from popculture.

Toy Shelter jest inicjatywą non profit prowadzoną przeze mnie.
Zbieram zabawki porozstawiane po kątach lumpeksów. Stoją takie w kącie, opuszczone, poniszczone i przez nikogo niechciane. Zawsze trafiam na jakichś freaków. Choćby taki Bill. W niedługim czasie kolejne odsłony wesołej gromady.



Gratulacje dla NYHC.